środa, 10 lutego 2016

Rozdział 35.

Effie

Nie każdemu przesądzone jest być razem. Nie każda historia musi kończyć się szczęśliwie. A także nie każde pożegnanie jest ostatnie.
Podchodząca dziewczyna zerknęła na stojącą obok mnie walizkę. Przeniosła swój wzrok na moją twarzy i uśmiechnęła się. Niekoniecznie szczęśliwie. To nawet nie uśmiech. To wykrzywienie ust w geście zbliżonym do wymuszonego popierania moich decyzji.
- Naprawdę tak postanowiłaś? – Ariana przysiadła na metalowym siedzeniu.
Rozejrzałam się po lotnisku i także zajęłam miejsce. Westchnęłam, skupiając wzrok na śpieszących się osobach, żegnających rodzinach, czy parach. Mój brzuch sprawiał wrażenie pustego, ale to prawdopodobnie tylko lęk przed podróżą.
- O co poprosiłaś Risky? - zapytała przyjaciółka, skupiając wzrok na mnie.
Minęły trzy dni. Burzliwe, niekoniecznie należące do moich ulubionych; dni, które chciałabym zostawić na dobre za sobą. Dużo rozmyślałam, mało sypiałam i unikałam każdego z przyjaciół.
Dowiedziałam się, że policja potwierdziła nasze zeznania. Chris i tak był podejrzany o jakieś masowe morderstwo w innym mieście, więc funkcjonariusze z radością postanowili zamknąć tę sprawę. Umknęliśmy dokładniejszym pytaniom i może odrobinę oszukaliśmy sprawiedliwość.
Nie czuliśmy związanej z tym satysfakcji. Calum musiał zostać na dłużej w szpitalu, a Luke ostatnio często u niego przebywał. Nie ważne; i tak się z nim nie widziałam przez ten czas.
Wszyscy wydawali się rozbici. Nie byliśmy już tymi samymi ludźmi. Zawody zniszczyły nas na dobre.
Udaję, że sobie radzę. Nocami budzą mnie koszmary, które głównie wypełnia śmierć Laury. Risky powiedziała reszcie, że to ona ją zabiła, a Ashton i Michael pomogli zająć się ciałem. Jej mało lojalny wspólnik i tak uciekł.
Dwa dni temu mama powiedziała mi o wyjeździe brata. Było mi smutno, bo wiedziałam, że nie chce, aby jej syn wyjeżdżał do Europy, ale on obiecywał utrzymać z nią kontakt. Ze mną niekoniecznie.
Nie byłam lepsza. Także postanowiłam opuścić mamę, wykorzystując prezent, który dała mi na urodziny. Bilet do Nowego Jorku.
- Poprosiłam Risky, żeby powiedziała o tym reszcie – odpowiedziałam – Nie chcę się żegnać.
Ariana popatrzyła na swoje dłonie. Przez chwilę zastanawiała się nad czymś.
- Chciałam z nim wczoraj porozmawiać – zaczęła, nie odrywając wzroku od swoich rąk – Ale Michael już nie chciał rozmawiać. Nie zamierzał nawet wysłuchać tego co dokładnie się stało – pokręciła głową, a usta zacisnęła w poziomą linię – Nie dziwię mu się.
- A co dokładnie się stało? - zapytałam, skupiając na sobie wzrok przyjaciółki.
Przyznam, że nie czułam się przy niej tak pewnie. Nasza relacja zmieniła się zupełnie. Czasem mam wrażenie, że nazywam to „przyjaźnią” tylko i wyłącznie przez przyzwyczajenie. Najwidoczniej od niektórych osób trudno się odzwyczaić.
- Chris mówił wtedy prawdę – Ariana popatrzyła na dużą szybę – Popadłam w nałóg, gdy Michaela nie było przy mnie. Zupełnie nad tym nie panowałam. Brałam to wszystko i czułam się lepiej.
Nie mówiła o narkotykach dosłownie. Przez to wiedziałam, że trudno jej się do tego wszystkiego przyznać. Ariana prawdopodobnie uznawała to za porażkę.
- Ale musisz wiedzieć, że nigdy nie poszłam dobrowolnie do Chrisa – wyjaśniła, zmieniając w mojej głowie niektóre fakty – Wtedy poznałam pewną dziewczynę. Pomogłam jej. Musiałam to zrobić.
- Kto to jest? - zaczęłam zadawać kolejne pytania – Czego chciała?
Ariana popatrzyła w moją stronę i zamrugała. Wydawała się nieustannie smutna i zamyślona.
- Nie wiem. Nie powiedziała mi o sobie nic. Jedyne czego ode mnie chciała, to pomoc.
- Pomogłaś jej? - przymrużyłam oczy, zastanawiając się nad tym wszystkim – Co dokładnie dla niej zrobiłaś?
- Chciała, żebym pomogła jej zabić całą drużynę Chrisa – odpowiedziała bez zastanowienia – Nie znam powodów, ale byłam jej winna przysługę.
- Odkąd zabijanie jest przysługą? - westchnęłam, pocierając dłońmi swoje ramiona.
- Odkąd walka o życie staje się codziennością – odparła, wstając z krzesła. Obróciła się w moją stronę – Możesz myśleć, że pomagając jej zniszczyłam swoje życie. Możliwe, że tak jest. Ale nie miałam wtedy wyboru.
- Zawsze jest wybór – przerwałam jej, patrząc na nią z dołu.
- Jasne – zaśmiała się – I mówi to dziewczyna, która właśnie ucieka na inny kontynent.
Nie lubiłam, gdy miała rację.
- Nie zrozumiesz – powoli podniosłam się z krzesła i zerknęłam na walizkę – Tak będzie najlepiej.
Zapanowała między nami cisza. Zastanawiałam się nad jej ostatnimi słowami, a także wyjaśnieniem niektórych spraw, które wydawało się szczere. Dalej nie mam pojęcia kim była ciemnowłosa dziewczyna, która chciała mnie zabić. Jednak kimkolwiek by nie była, już nie jest moim problemem.
- Dzwoniłam do mojego ojca – powiedziałam, a Ariana spojrzała na mnie z zaciekawieniem – Mama mówiła, że chciał spędzić ze mną trochę czasu, ale sama nie wiem. Pewnie chce udać tatusia roku – wywróciłam oczami – Już widzę jak poznaje mnie ze swoją nową dziewczyną, która jest niewiele starsza ode mnie.
- Będziesz się nudzić w Nowym Jorku – stwierdziła przyjaciółka, poprawiając swoje brązowe włosy – Nie masz tam nawet znajomych.
Miałam wrażenie, że ciągle chce mnie przekonać, abym nie wyjeżdżała, ale nie powie tego dosłownie.
- Właściwie, to miałam. Wyjechałam nagle i zostawiłam całe życie za sobą.
- Warto do tego wracać? - zapytała Ariana.
- Nie – pokręciłam głową, uśmiechając się pocieszająco – Ale warto wyjechać, żeby zacząć od nowego początku.
Niższa dziewczyna podeszła i przytuliła mnie do siebie. Ten gest był miły, ale mało naturalny, jakby przytulała mnie obca osoba. To przytłaczało.
- Napisz, gdy postanowisz na moment dowiedzieć się co słuchać u dawnych przyjaciół – poleciła, odsuwając się ode mnie z uśmiechem.
- Na pewno to zrobię – obiecywałam, chwytając za walizkę.
Minęłam dziewczynę, która już teraz poszła w kierunku wyjścia i zniknęła za obrotowymi drzwiami. Skupiłam się na tablicy lotów, upewniając, że nie przesadziłam z pożegnaniem. Wciąż miałam czas, więc postanowiłam nie śpieszyć się tak bardzo.
Powoli szłam w stronę odprawy, kiedy poczułam czyjąś rękę na moim nadgarstku. Obróciłam się, powoli domyślając, że Risky nie do końca zrobiła to, o co ją prosiłam.
- Co ty robisz?
Przyglądałam się stojącemu przede mną chłopakowi.
Luke wpatrywał się w moje oczy. Był zdenerwowany i zawiedziony, ale jego twarz najbardziej ukazywała emocję, której u niego nie widziałam.
- Nie odezwiesz się? - zaczął jako pierwszy, puszczając mój nadgarstek – Wiesz, że w pierwszym momencie nie chciałem uwierzyć Risky? - odsunął się, spoglądając na walizkę – Ale ona mówiła prawdę. Ty naprawdę chciałaś wyjechać. Chciałaś nas zostawić.
- Luke...
Zamierzałam dotknąć jego ręki, ale zabrał ją, chwytając mnie za ramiona.
- Chciałaś wyjechać, nie rozumiesz?
- To ty nie rozumiesz – odparłam, nieustannie patrząc w jego oczy – Ja wciąż chcę wyjechać i nie powstrzymasz mnie.
Luke powoli opuścił ręce, a przy tym zacisnął swoje wargi.
- Czemu? - zapytał spokojnie.
Spuściłam wzrok na podłogę, a następnie na mijających nas ludzi. Zbierałam myśli, które ostatnio nieprzerwanie mieszały się, nie dając mi ani chwili odpoczynku.
- To zbyt wiele – zaczęłam się tłumaczyć, a on wciąż stał o krok ode mnie. Miałam ochotę zniwelować dzielącą nas odległość i zwyczajnie go pocałować, ale powstrzymywałam się. W końcu postanowiłam zupełnie odrzucić tę myśl od siebie – Ostatnie miesiące były piekłem. Zapisano nas na zawody, a Madison, Jessica i Emily nie żyją. Do tego wszystkiego dowiedziałam się, że Chris zaplanował mój przyjazd tutaj, a potem jeszcze zdążył namieszać w głowie mojemu bratu, który teraz wyjechał, bo nienawidzi faktu, że istniałam w twoim świecie – kontynuowałam, czując coraz większą suchość w moim gardle – Moja najwyraźniej dawna przyjaciółka popadła w narkotyki, a najlepszy przyjaciel prawie umarł. Wszystko się zepsuło. A Laura...
- Laurę zabiła Risky – Luke szybko mi przerwał, zbliżając się – To już tylko i wyłącznie jej sprawa.
Poruszyłam głową na prawo i lewo, czując zbierające się w moich oczach łzy.
- Effie, jesteś najlepszym, co mnie spotkało – Luke postanowił mówić dalej – Odkąd się poznaliśmy, kojarzyłaś mi się z dobrem. Zupełnie uzależniłem się od tego jak mnie zmieniałaś – poczułam jego dłonie na moich policzkach, więc uciekłam wzrokiem w bok, chcąc uniknąć spotkania z niebieskimi oczami chłopaka – Nie możesz mnie zostawić, bo bez ciebie będę znowu tylko złym chłopakiem, ze złą przyszłością. Proszę cię – jego głos lekko się załamał, przez co zmusiłam się do spojrzenia na niego.
Strach. Tylko to widziałam w jego oczach. Jak wyjątkowe wydaje się uczucie, którego nieczęsto doznajesz? Wydawało mi się, że poznałam już wszystko w chłopaku, którego kocham, a tak naprawdę nigdy nie widziałam strachu czającego się w jego niebieskich tęczówkach.
- Muszę to zrobić.
Uparcie przystawałam przy swoim.
Dłonie Luke'a jedynie rozpraszały mnie, moje plany. Miałam ochotę czuć je nieustannie na sobie; chciałam, żeby przyciągnął mnie do siebie i nie pozwolił uciec. Ale jednocześnie miałam nadzieję, że już nie zobaczę jego twarzy, bo jedyne o czym mi przypominała, to niekończący się ból i smutek.
- Nie możesz tak po prostu wyjechać – powiedział wyjątkowo pewnie – Nie możesz zostawić przyjaciół, swojej mamy. Nie możesz zostawić mnie – uniósł moją brodę, aby utrzymać nasz kontakt wzrokowy – Nie zrobisz mi tego.
Pocałował mnie. Poczułam jego usta i dobrze wiedziałam, że właśnie tego dotyku potrzebowały moje wargi. Znowu przez kilka sekund nie miałam pojęcia gdzie jestem i co dzieje się wokół mnie, bo liczył się tylko fakt, że właśnie on mnie całuje. Skóra lekko zadrgała, gdy przybliżył mnie do siebie, aby nic nas nie rozdzieliło. Nie przerwałam pocałunku, chociaż bardzo tego chciałam.
Właśnie to powodowało, że czułam się słaba. To uczucie powodowało, że byliśmy słabi. Potrafiliśmy zrobić dla siebie wiele, a to rujnowało wszystko inne. Nasza miłość wydawała się czysta, a tak naprawdę była toksyczna. Już od zawsze było to jedynie niszczące uczucie, od którego zupełnie się uzależniliśmy. Przyjmowaliśmy ból, bo mieliśmy świadomość, że z tym także dostaniemy odrobiny wzajemnej miłości. Byliśmy młodzi, zepsuci; pragnęliśmy miłości, uczucia potrzeby i bycia potrzebnym, bo to powodowało, że nie czuliśmy się już ograniczeni. I wiem jak wiele zmieniło we mnie to uczucie. Z każdym dniem, gdy czułam do Luke'a odrobinę więcej; mój charakter nabierał odmiennej barwy. I nie potrafię być na siebie zła za to, że go kocham. Dzięki niemu zyskałam najlepsze wspomnienia i najbardziej bolesne upadki.
Ale to zaszło zbyt daleko. Dostałam się do jego świata i próbowałam się w nim odnaleźć. Jednak to mroczny świat, mieszczący w sobie jedynie ogromne ilości bólu i żalu. Śmierć jest odpoczynkiem i ucieczką; otchłanią ciszy i spokoju. Dla niektórych to jedyne wyjście. Dlatego muszę zniknąć w normalny sposób, wrócić do dawnego życia. Póki jeszcze mam szansę. Póki wszyscy wciąż mamy tę szansę.
Przerwałam pocałunek.
Luke oparł swoje czoło o moje i westchnął.
- Kocham cię – powiedział, łapiąc moją dłoń – Nie zrobisz mi tego.
Poczułam chłód na całym ciele. Wiedziałam, że właśnie teraz muszę to zepsuć.
- Ale ja ciebie już nie kocham, Luke – wyszeptałam – Więc zgaduję, że nie będzie mi trudno zostawić wszystko za sobą.
- Kłamiesz – chłopak zaprzeczył, podczas gdy ja puszczałam go – Chcesz, żebym tak myślał. Chcesz, żebym dał ci odejść.
- Mam już tego dosyć – uparcie przystawałam przy swoim, zbierając w sobie najgorsze emocje – Nienawidzę czuć bólu, czy tej okropnej tęsknoty za osobami, których już nie ma. I nie mogę uwierzyć, że czekałam tak długo na twój powrót, żeby potem walczyć o swoje życie – z trudem wypowiadałam słowa, których nie chciałam mówić. Nie było jednak innej opcji – Nie kochałam ciebie, kochałam uczucie bezpieczeństwa, które mi dawałeś. Teraz już tego nie ma. Nie jestem przy tobie bezpieczna.
- Nie – Luke próbował przybliżyć się do mnie, ale odsunęłam się o krok.
- Taka jest prawda – odwróciłam wzrok, próbując dodać te słowa bez załamania w moim głosie – Jesteś bezużyteczny.
Westchnęłam. W moich oczach zbierały się łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. Musiałam więc to przyśpieszyć i zakończyć. Już teraz.
- Nie pisz, nie dzwoń – skupiłam na sobie jego wzrok, gdy mój głos był pozbawiony emocji – Spróbuję zacząć nowe życie.
- Potrzebuję cię.
Jego słowa złamały moje serce na drobne kawałki. Nie powstrzymywałam się, nie mogłam tego zrobić.
- Uważaj na siebie – wyszeptałam, chwytając za walizkę.
Wycofałam się, z trudem patrząc na chłopaka, który dosłownie zastygł w miejscu. W końcu postanowiłam się odwrócić i przyśpieszyłam, pozwalając swoim łzom spokojnie spływać po moich policzkach.
Nie sądziłam, że będę potrafiła skrzywdzić chłopaka, który kiedyś wydawał mi się pozbawionym emocji. Przecież dobre dziewczyny są niszczone przez złych chłopców. Sytuacja na odwrót wydaje się niemożliwa.
Wystarczyło kilka odpowiednich słów. Odrobina zdań pozbawionych emocji. I już. Teraz nawet piękne chwile będą podlegać tej ostatniej. Luke będzie kojarzył mnie jedynie z bólem.
Musiałam to zakończyć w ten sposób.

* * *

(w tym samym czasie)
W hali rozbrzmiał dźwięk stawianych powoli kroków. Dziewczyna przywiązana do krzesła uniosła powoli głowę, upewniając się, że nie ma przewidzeń. Ze zrezygnowaniem poruszyła rękoma, ale w otrzymaniu dostała jedynie szczypiący ból nadgarstków, rozciętych przez sznury wykonane z twardego włókna. Westchnęła, ponownie stwierdzając, że ucieczka nie powiedzie się.
Jednak podejrzewała, że wracały jej siły. Wciąż odczuwała silny ból głowy, w którą została wcześniej uderzona, przez co zresztą straciła przytomność. Nie zdążyła nawet zobaczyć napastnika. Pamiętała jedynie stację paliw, na której zatrzymała się, aby napełnić zapasy benzyny. Była tak blisko celu; tabliczka miasta Torns, przywitałaby ją już za kilkanaście kilometrów. Gdy teraz o tym myślała, odczuwała złość do samej siebie.
Była pewna, że zaatakował ją wysoki mężczyzna, a narzędzie, którym dostała w tył głowy, musiało być metalowe. Możliwe, że była to łopata; widziała ją przy wejściu do budynku ze sprzętami ogrodowymi, który był obok stacyjek z paliwem.
Kroki stały się głośniejsze. Zza jednego z wysokich kontenerów wyszedł nieznany jej mężczyzna, a towarzysząca mu kobieta uśmiechała się. Jej także nie znała. Jednak z każdą kolejną sekundą zaczynała się domyślać kim mogą być ci ludzie, a gdy tylko pojawił się za nimi kolejny nieznajomy, była pewna, że ma do czynienia z trójką bardzo groźnych ludzi.
Były to tylko legendy, ale wiele osób potwierdzało, że to trzy osoby stworzyły zawody Czarnej Gwiazdy i nimi przewodzą.
- Nie jest to przyjemny sposób goszczenia, zdajemy sobie z tego sprawę – jako pierwszy odezwał się starszy mężczyzna, stojący na szczycie piramidy, którą stworzyli swoim ustawieniem.
Do głowy przyszło jej, że przewodzi nimi. Lekko posiwiałe, ale wciąż gęste włosy zaczesane miał do tyłu w szykowny sposób. Jasno niebieskie, niemalże szare oczy przypatrywały się z ciekawością dziewczynie; przy tym mogła odczuć, że boi się tego człowieka. Ubrany w garnitur, tak samo jak i jego wspólnik, wyglądał na bogatego i eleganckiego mężczyznę.
Podszedł bliżej i nachylił się do siedzącej na krześle dziewczyny, przez co mimowolnie przyparła do oparcia krzesła.
- Nie musisz się nas bać – powiedział, wysilając się na mało szczery uśmiech, który powodował liczne zmarszczki w okolicach jego ust i oczu – Chcemy zadać tobie tylko kilka pytań.
- A jeśli nie zamierzam wam na nie odpowiedzieć? - dziewczyna pierwszy raz od kilku godzin powiedziała cokolwiek. Czuła, że jej gardło jest suche, a za małą szklankę wody potrafiłaby teraz zabić.
Przypatrywała się trójce ludzi, a jej strach z każdą chwilą zamieniał się w złość.
- Myślę, że jednak skłonisz się ku współpracy, Michelle – tym razem odezwała się kobieta, która przystanęła przy starszym mężczyźnie i spojrzała na brunetkę z góry – Mogę się tak do ciebie zwracać, prawda?
Michelle przyjrzała się kobiecie z nieufnością kryjącą się w jej oczach. Nieznajoma także prezentowała się równie wytwornie jak jej towarzysze. Brązowe włosy upięte miała nisko, a przedziałek znajdował się idealnie pośrodku głowy. Pod delikatnie pomalowanymi powiekami kryły się oczy w odcieniu brązu, popadającego w złoto. Michelle bez problemu zdefiniowała ją jako żmiję, która na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś godnego zaufania.
- Porwaliście mnie – postanowiła nie odpuścić im tak szybko. Irytowała ją świadomość, że oni mogą wiedzieć cokolwiek o niej, podczas gdy ludzie stojący naprzeciwko to ogromna zagadka – Kim jesteście?
Tym razem odezwał się osobnik, który wyglądem wydawał się najmłodszy z nich.
- Nazywamy się Trójką Czarnej Gwiazdy. Masz okazję rozmawiać z założycielami zapewne najbardziej oryginalnych zawodów w historii tego kraju, jak nie świata.
- Zabijanie jest ostatnio modne – odparła Michelle, wpatrując się z chłopaka, który podszedł bliżej.
Wydawał się bez skazy. Ciemno brązowe, gęste kosmyki z przodu skierowane były lekko ku górze, przez co wydawało się, że potrafi panować nawet nad grawitacją. Cera bez skazy i złote oczy. Był bardzo podobny do kobiety stojącej obok. Wysoki i dobrze zbudowany; nie wyglądał, jakby nosił garnitur na co dzień.
- Tak, zabijanie bywa modne – starszy mężczyzna znów przemówił, dotykając ramienia młodszego chłopaka, który jak na polecenie odszedł od grupy i zniknął za kontenerem – Ale wolę, aby przybliżać to do czegoś bardziej wytwornego. Zawody są prestiżowe, mają określone zasady, powiedziałbym nawet, że tętnią życiem.
- A ja powiedziałabym, że jesteście psycholami – przerwała mu Michelle, nie mogąc uwierzyć, że ma do czynienia z ludźmi o tak zepsutych myślach – Ludzie przez was giną, a wy macie to za rozrywkę?
- Tak, mamy – wtrąciła się dziewczyna – Możesz myśleć o tym jak chcesz, Michelle. Jednak my jesteśmy dumni z zawodów Czarnej Gwiazdy.
Brunetka pokręciła głową, nie dowierzając jej słowom.
Zza kontenera ponownie wyszedł ten sam chłopak, który przewodził dwójce ludzi niosących za nim stół. Mebel postawili obok zdezorientowanej dziewczyny i odeszli. Został jedynie chłopak należący do Trójki Czarnej Gwiazdy.
- Widzisz to? - starszy mężczyzna pokazał leżącą na blacie, małą kartkę, a także kawałek rozbitego lustra. Podniósł karteczkę i podsunął ją w kierunku Michelle – Znak powinien być tobie znany. Kartkę znaleźliśmy w zdemolowanym lokalu mojego dawnego znajomego – wyjaśnił jej z przekonaniem – Dawnego, bo został zamordowany. Zgaduję, że ta osoba nie dostała informacji, których pragnęła.
Michelle przyjrzała się odwróconemu „F”. Poczuła, że robi jej się niedobrze i gorąco, bo wiedziała o kogo chodziło.
- Nie wiem kto to – skłamała, pokręcając głową – Nie dostaniecie więc imienia – dodała unosząc wzrok na mężczyznę, który o dziwo się uśmiechnął.
- Nie potrzebujemy imienia – powiedział ze spokojem młodszy chłopak – My mamy imię.
- Widzisz, Michelle – kobieta należąca do Trójki złapała za kawałek lustra i podała go swojemu starszemu wspólnikowi – Wpadliśmy na coś sensownego.
Mężczyzna przyłożył kawałek lustra do karteczki i przesunął je do odwróconej literki.
- Odbicie lustrzane tego znaku daje nam literę „F” - wyjaśnił z zadowoleniem mężczyzna – Więc biorąc to pod logikę znak przedstawia dwa „F”. A my znamy osobę, która brała kiedyś udział w zawodach Czarnej Gwiazdy i miała ona dwa imiona, zaczynające się na tę literkę.
- Nie rozumiem – odparła Michelle, udając zdezorientowaną. Zrobiło jej się gorąco, bo bała się, że odkryli zbyt wiele – Co ja mam z tym wspólnego?
- Też masz dwa imiona, zaczynające się na te same literki – powiedział chłopak, a starszy mężczyzna postanowił dokończyć za niego.
- Michelle Mia Rodriguez.
Mia pokręciła głową, nie mogąc uwierzyć, że dowiedzieli się tak wiele.
- A to znak twojej siostry i dobrze ją znamy – kobieta stuknęła palcem w karteczkę – To Farrah Faith Rodriguez.
Mia opuściła wzrok, poddając się.
- Nie mam z nią kontaktu – powiedziała, tym razem nie kłamiąc – Więc nie powiem wam gdzie ją znajdziecie.
- Nie chcemy, żebyś doprowadziła nas do siostry – słowa chłopaka z Trójki zdziwiły brunetkę, więc popatrzyła na niego pytająco – Mamy dla ciebie inne zadanie.
Nie była pewna czego ma się spodziewać, ale postanowiła zapytać.
- Jakie zadanie?
Najstarszy z nich popatrzył na nią wzrokiem pełnym zaangażowania i powagi, a jego głos był twardy i ponury.
- Zaprowadzisz nas do chłopaka, który został uratowany w szpitalu, po tym jak postrzelił go Christopher Jones.

* * *
„Chcę zabrać Cię gdzieś tak, abyś wiedziała, że mi zależy
Ale jest tak zimno i nie mam pojęcia, dokąd
Przyniosłem Ci bukiet żonkili ze śliczną wstążką
Ale nie zakwitną tak, jak to było ostatniej wiosny

I pragnę Cię pocałować, sprawić, abyś czuła się dobrze
Ale jestem zbyt zmęczony, by dzielić się nocami
Chcę płakać i pragnę kochać
Ale wypłakałem moje wszystkie łzy”

Effie

- Tak, zamówię taksówkę i będę za jakąś godzinę – powiedziałam do telefonu – A może i dłużej, znając korki w tym mieście. Do zobaczenia, tato.
Rozłączyłam się, wkładając telefon do kieszeni. Zobaczyłam na taśmie swoją walizkę, więc sięgnęłam po nią. Złapałam także tę podręczną i skierowałam się do wyjścia.
Rozmowa z moim ojcem utwierdziła mnie w przekonaniu, że będę się tutaj nudzić. Nowy Jork jest jednak pełen perspektyw, a teraz mogę być kim tylko chcę.
Przechodząc obok wysokiego lustra spojrzałam w swoje odbicie. Wyglądałam tak jak zawsze. Niewinna dziewczyna z oczami lekko opuchniętymi od płaczu. Zmęczona, blada twarz i długie, nijakie włosy. Im dłużej wpatrywałam się w siebie, tym więcej chciałam zmienić. Nienawidziłam tego, kim jestem.
Pokręciłam głową i ruszyłam dalej. Wciąż zastanawiałam się nad słowami ojca. Mówił, że ktoś o mnie wypytywał. Nie miałam pojęcia kto mógł o mnie pytać. Przecież zniknęłam na dobre.
Wyszłam głównym korytarzem, wzrokiem natrafiając na znaną mi osobę.
Upuściłam walizkę, wpatrując się w wysokiego chłopaka, który uśmiechnął się na mój widok.
- Aaron?


Od AutorkiDobra, muszę zebrać myśli, bo wciąż nie mogę uwierzyć, że publikuję OSTATNI rozdział DRUGIEJ części mojego fanfiction. Może zacznę od samego rozdziału, potem przejdę do podziękowań, a na końcu dam wam informację o trzeciej części Dreadful. Okay? :)

Effie wybrała ucieczkę. Możecie pisać o niej co chcecie, ale przeżyła naprawdę wiele, a ostatnie rozdziały były tylko kolejnymi igłami wbijanymi w jej serce. Niestety skrzywdziła chłopaka, którego kocha, a ja właśnie zniszczyłam wasz ulubiony ship – Luffie. Co do środkowej części rozdziału – tak, jest to Mia, chociaż z początku dawałam wam mylne odczucia (chciałam was trochę zaskoczyć). Znacie także imię naszej „F”. Faith jest siostrą naszej brunetki i trochę namiesza w życiu bohaterów. Co do Trójki Czarnej Gwiazdy... Założyciele waszych ulubionych zawodów, na razie pozostawię ten temat nierozwinięty ;) I koniec, czyli pojawienie się dawnego przyjaciela Effie, o którym wspominała kiedyś Calumowi. Wszystkie nierozwiązane wątki połączyły się w całość, którą będę kontynuowała w trzeciej części.

DOBRA, TERAZ NAJWAŻNIEJSZE. Nie mogę uwierzyć, że druga część Dreadful właśnie dobiegła do końca. Uśmiecham się, gdy piszę o tym wszystkim, bo trudno mi zebrać myśli i ogarnąć emocję. To co działo się podczas publikowania rozdziałów tej części.... Po prostu CUDO. Wszelkie bicie rekordów komentarzy, wyświetleń, czy trafianie do polskich trendów. Po napisaniu pierwszej części czułam dumę związaną z tym ile osób czyta moje ff, a teraz jest ich o wiele więcej. Nie sądziłam, że sobie poradzę. Bałam się, że druga część nie przypadnie wam do gustu, bo będzie odstawać od pierwszej, a okazało się, że pokochaliście ją. Ja sama jestem z siebie dumna, bo rozwinęłam się podczas tej części Dreadful. I cieszę się, że zauważyliście kwestie, które chciałam wam przekazać, a najważniejszy był chyba temat ważności przyjaźni. Było tu wiele oddanych duszyczek, które nieprzerwanie mnie wspierały i zostały ze mną do końca. Chciałabym wam właśnie najbardziej podziękować, bo pomimo moich załamań i chęci zawieszenia drugiej części, wciąż przy tym trwałam. I dziękuję wszystkim za każdy komentarz, każdą gwiazdkę, wyświetlenie. Dziękuję za wiadomości na Twitterze – te prywatne, a także tweety pod hashtagiem #dreadful2. Dziękuję za podbudowujące słowa, za rozpowszechnianie mojego ff i wiarę we mnie. Właśnie to jest dla mnie najważniejsze. Uwielbiam czytać maile i listy od was, kocham relację, jaką z wami nawiązałam. Nawiązując do wsparcia... Chcę podziękować trzem najważniejszym dziewczynom w moim życiu. Wspierały mnie od zawsze i są nieustannie przy mnie. Jestem wdzięczna, że dzięki nim poznałam jak wiele przyjaźń daje i jak cudownie jest mieć przy sobie swoje „soulmates”. Chciałam także podziękować mojej młodszej sisi, która musiała wysłuchiwać moje pomysły i czytała to opowiadanie.
Ale dobrze wiecie, że jeśli chodzi o to ff, najwięcej zawdzięczam właśnie wam, TeamDreadful. Dzięki wam właśnie zaczęłam wierzyć, że mogę spełniać swoje marzenia. Dziękuję, KOCHAM WAS MOJE SŁONECZKA!!!

Okay, a teraz to, na co wszyscy czekali, czyli Dreadful 3. Zwiastun dodam o 22:00 do tego rozdziału (link będzie tutaj). Będzie także na Twitterze i Asku, więc na pewno znajdziecie go gdziekolwiek ;) Trzecia część będzie czymś zupełnie innym. Będę was informować (dodawać spoilery) na bieżąco na tt i na asku. Nie spodziewacie się tego co zrobię :)

A teraz to wszystko. Żegnam się z wami po raz ostatni na Dreadful 2. Dziękuję, że byliście ze mną podczas publikowania rozdziałów i mam nadzieję, że chętnie zostaniecie przy Dreadful 3.

ohanka

15 komentarzy:

  1. Bez jaj XD
    Serio? XD Myślałam, że Effie zostanie.
    A O Mii domyśliłam się po tym, jak napisałaś, że złapali ją na stacji benzynowej.
    Proszę, tylko nie Calum. Błagam.
    No i.. mam nadzieję, że Luffie wróci e.e

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że Effie dobrze postąpiła... Też bym wyjechała, tylko szkoda, że zraniła Luke'a. Liczę na to, że nie za bardzo jej uwierzył, no bo halo, nie jest głuupi. :D
    Tak myślałam, że złapali Mię. Mam nadzieję, że Ash jej pomoże haha. A od Caluma niech trzymają się z daleka!!
    Nowy bohater, Aaron.. czuję, że trochę namiesza, ale myślę że go polubię. :D
    to opowiadanie jest genialne! nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwa, że będzie 3 część! chyba umrę, omg.
    Luffie forever, musi wrócić :(
    weny, weny, weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamo, nie wiem co napisać ;_;

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciężko mi uwierzyć, że koniec Dreadful2 nastąpił tak szybko. Pamiętam, gdy było dopiero 7 rozdziałów, akcja nabierała tempa i wszystko się rozkręcało. Gdy Effie bała się wkroczyć do pogrążonego w ciemności świecie Luke'a i starała się uciekać. Nie mówię tylko o części drugiej, ale i o pierwszej. Tak wiele emocji, łez, smutku i radości. Tak wiele się wydarzyło w Dreadful2, że w głowie się nie mieści. Emocje, do których nas doprowadziłaś Ohanka są raczej nie do opisania. Nie tylko ja bym nie potrafiła ubrać tego w słowa, ale pewnie cała reszta TeamDreadful. Wszystko było napisane tak idealnie, każde odczucie, ból, cierpienie, nawet radość, która była w pewnych momentach, mimo że więcej było cierpienia. Umarło kilku ludzi z drużyny Luke'a, a ich śmierć wstrząsnęła pewnie nie jednym z nas. Ciężko mi uwierzyć, że koniec nadszedł tak szybko. Effie postanowiła wyjechać... Teraz pozostaje zagadka, czy wróci. Czy wróci do Luke'a, matki. Czy wróci do swoich przyjaciół, którzy dali jej tyle, czego nie da się wyobrazić. Masz rację. Twoje opowiadanie pokazało nam wartość przyjaźni, którą trzeba doceniać na każdym kroku. Spotkanie takich przyjaciół, jakich udało się spotkać Effie, jest jak jedna na milion. Każdą znajomość trzeba doceniać. Pokazałaś nam wszystko co dobre, co złe, co warte i dlaczego jest warto wierzyć.
    Zaskoczenie miałam wielkie, gdy okazało się, że porwaną jest Mia. A fakt, że ma siostrę i do tego taką, która mści się na wszystkich, totalnie wybiło mnie z rytmu.
    Cóż, w prawdzie byłam bliska płaczu, gdy Effie powiedziała Lukowi, że go nie kocha (chociaż wiadomo, że kłamała).
    W głowie mam jeden wielki chaos i nie potrafię złożyć w spójną całość tego, co chciałabym Ci napisać.
    Może jedynie napiszę, że jesteś wspaniałą pisarką, zasługujesz na wszystko co najlepsze i abyś się nie poddawała w tym co robisz, wychodzi Ci to znakomicie. Nadajesz się do tego jak nikt inny. Gdybyś wydała kiedyś książkę, wiedź, że będę pierwszą osobą, która ją zakupi. Twój talent przekracza wszelkie możliwości i z każdym następnym rozdziałem byłam coraz bardziej zaskoczona, a wyobraźnia Twoja nie zna granic. Wszystko jest tak oryginalnie napisane i przemyślane, że niewiele osób potrafi takie rzeczy zaplanować. Tobie się udało. Jak napisałaś; spełniłaś swoje marzenie i spełniaj je dalej, nie poddawaj się i ciągnij to dalej, bo jest warto. Jesteś wspaniała, nie zapominaj o tym. TeamDreadful z Tobą, Ohanka. Na zawsze. Kochamy Cię wszyscy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu zrobiłaś to Luffie��Ja także Ci dziękuje za pisanie tego FF bo wiem że czasami nie masz czasu albo jesteś zmęczona a musisz coś napisać. oczywiście czekam na 3czesc z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  6. O jesuu ❤ jakim cudem to kurde...po prostu nie podoba mi się co się dzieje ale jest cudowne i mega cie kocham i Kocham to ff i jak tt to robisz no?! Jejuu życzę Ci wielu sukcesów i chce ci podziękować bo to ff jest niezwykle! Kocham i czekam na 3 cześć ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany smutno nie.ma.mojej ulubionej pary :(( no ale już nic nie można zrobić teraz tylko czekać na 3 cześć nie mogę się doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG,OMG,OMG,koniec drugiej części 😭🙈😨.
    Omom,mam nadzieję,że w jak najszybszym czasie zacznie pojawiać się 3 część 👏💖.

    Jejku,Effie,co ty narobiłaś,ueh 🙈.
    Ciekawe,co stanie się z Mią,no i z jej siostrą,bo w tym rozdziale najbardziej to mnie zaciekawiło 👌👏.

    Ta część rzeczywiście była inna niż pierwsza,ale świetna,cudowna,mocna przede wszystkim i aw 😍💘.Teraz nie wiem,czego spodziewać się po kolejnej 😂👌.
    Pisałaś i piszesz naprawdę świetnie,niedużo osób miałoby tyle wytrwałości i taki pomysł na stworzenie czegoś takiego,więc ci gratuluję 👌.
    Mam nadzieję,że będziesz miała dużo tej wytrwałości,siły no i dużo,dużo pomysłów na 3 część ✊ .

    No nic,życzę weny,dużo,dużo weny,wszystkiego dobrego,no i....do 3 części Dreadful xxx.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieeee!!! Czemu Effie wyjechała do cholery?! Luke się załamie. Popłakałam się przy tym rozdziale. Po prostu nie mogę uwierzyć, w to, co Effie zrobiła Luke'owi. Mam nadzieję, że szybko się opamięta i wróci. Błagam o to! Luffie forever, oni MUSZĄ być razem. ♥
    Nie spodziewałam się, że Mia ma siostrę i ta siostra to to F.. Bardzo mnie tym zaskoczyłaś i zaintrygowałaś.
    Dziękuje ci bardzo za całe dreadful 2, za te wszystkie emocje, które mi dostarczyłaś dzięki temu opowiadaniu. Jeśli kiedykolwiek jakimś komentarzem cię uraziłam, to bardzo przepraszam, nie chciałam. Życzę ci mnóstwo weny, wytrwałości, pomysłów no i czasu.
    Do 3 części Dreadful
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się czegoś takiego, chociaż ja pd razu bym uciekła... Najzabawniejsze albo najsmutniejsze jest to, że czytając ten rozdział słuchałam 'send my love (to your new lover)' Adele. Polecam jeśli ktoś wypłakał za mało łez! Z niecierpliwoscią czekam na 3 cześć, bo wiem, że będzie lepsza od poprzedniej i po cichutku mam nadzieję na ciąg dalszy Luffie! Lukę nie może się poddać, kiedy tak wiele pomiędzy nimi zaszło!
    Buziaki, przytulaski! xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny ❤❤❤
    Kocham Cię i to wspaniałe opowiadanie
    Czekam na 3 część!!❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Zobaczyłam wczoraj że oprócz nowego rozdziału jest także wspomnienie o trzeciej części więc był to najlepszy prezent na walentynki jaki mogłam sobie wymarzyć :D
    Nie spodziewałam się że Effie wyjedzie ale to może dac ciekawe efekty w trzeciej części Dreadful. A to już niedługo :) Mam nadzieję że Luke nie odpuści sobie i będzie walczył o Effie.. Tak właściwie to do końca nie rozumiem czy ona naprawdę go nie kocha? Czy po prostu chce od tego wszystkiego uciec... Czekam niecierpliwie na kolejną część i jako że to już koniec Dreadful2 to przyjmij ode mnie wielkie DZIĘKUJE za każdy rozdział
    Mannie

    OdpowiedzUsuń
  13. Normalnie napisalabym jakis dlugi, refleksyjny komentarz, ale teraz... Po prostu nie wiem co powiedziec... Nie wierze w to co sie dzieje...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to opowiadanie. Ile mnie nauczylo, uswiadomilo i zmienilo w moim punkcie widzenia. To wazne, zeby z opowiadania moc cos wyciagnac. Powinnas byc z siebie dumna, naprawde masz talent. Chce zebys wiedziala, ze nie jestes tylko kolejna, stereotypowa autorka, ktora tworzy ff o tej samej fabule co inne i niczego nimi nie uczy. Jestes inspiracja. Nigdy nie spotkalam sie z autorka, ktora potrafilaby tak pieknie i madrze pisac, ktora tak by sie przejmowala swoimi czytelnikami i chciala im przekazac cos wiecej niz tylko rozrywke.
    Dziekuje Ci za ten piekny rok, lub kilka miesiecy. Nawet nie wiem ile minelo, bo mam wrazenie, ze Dreadful jest ze mna od zawsze i co tydzien poprawia mi humor i sprawia, ze jest jeszcze cos, dla czego warto wstac rano w poniedzialek:DD. Kiedy dawalas nam do zrozumienia, ze to juz koniec, naprawde bolalo mnie serce. Ale po tym czego sie dzis dowiedzialam, znowu warto zyc xD
    Jeszcze raz Ci dziekuje i powodzenia w karierze pisarki xxx

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow, nie mogę uwierzyć, że to już koniec. To ff nieźle namieszało mi w głowie, zwłaszcza druga część. Tyle razy pokochałam to co tworzyłaś i zdarzało się, że byłam wręcz wściekła i zawiedziona tym co czytałam. Końcówka nie jest dla mnie wymarzona ale jest piękna i zdecydowanie rozumiem Effie. Zabicie Laury było dla niej ogromnym ciosem prosto w serce, tak jakby nie oberwała wystarczająco przez poprzednie rozdziały.
    Dziękuję, że wytrzymałaś z nami tak długo i nie mogę doczekać się co jeszcze dla nas wymyśliłaś :)
    Mam też nadzieję, że wpleciesz jakieś zabawne, miłe momenty do trzeciej części ( na przykład powrót meliski Caluma i lam :p )
    Do "zobaczenia" pod następną częścią
    Trzymaj się :)

    ~ @Hiii_Hemmings z tt :*

    OdpowiedzUsuń